Thr!!!er [recenzja]
Piątek, 16 sierpnia 2013 18:06
To już piąta płyta w dorobku amerykańskich przedstawicieli dance-punka! Mistrzowie niebanalnych utworów i szalonych klipów sprezentowali nam kolejny genialny materiał. Mimo iż na cd znajdziemy zaledwie 9 utworów, nasza muzyczna przygoda będzie pełna wrażeń, a płynąca z kompozycji energia będzie jak zawsze pozytywna.   
 

 

Wstępniak zacznę od podsumowania. Ten krążek to mój hit na lato Anno Domini 2013 i „must have” na przejażdżkę autem. Daft Punk często króluje na mojej prywatnej liście, stąd miejsce pierwsze nierzadko będzie tylko dla tego duetu. Czasami wracałam nie tylko myślami do poprzednich kompozycji i miałam jakieś dziwne wrażenie, że za chwilę będzie „boom” na francuski skład. Swoista „daftpunkomania”. Nie myliłam się. Moje podejrzenia rozwiała reklama pewnej marki samochodu, która w swoim spocie użyła piosenki „Harder Better Faster Stronger”. Wiedziałam, że się zacznie… Następnie pojawiły się informacje na temat czwartego albumu studyjnego, singla „Get Lucky”, a wraz z nim miliardy coverów, drugie tyle recenzji i artykułów. Bez wątpienia „Random Access Memories” jest ważniejszym o ile nie NAJ albumem tego roku. No chyba, że pod koniec 2013 coś mnie jeszcze zaskoczy. Pożyjemy, zobaczymy. Nie można niczego wykluczyć.


Z Francji lecimy do Ameryki. Choć pozostajemy na tym samym, muzycznym torze. Pierwszy kawałek z płyty o tytule „Even When The Water’s Cold” jest niesamowicie zabawny i pogodny. Utwór ocieka bogactwem dźwiękowym i ciekawymi popisami wokalnymi. Drugi utwór „Get That Rhythm Right” ma łudząco podobne intro do innego kawałka wykrzykników – „Must Be The Moon”. W przypadku „One Girl One Boy” polecam zarówno utwór jak i oniryczny klip. Klimat kawałka jest totalnie wakacyjny, jamajski – może za dużo powiedziane – w każdym razie ja mam takie odczucia. Do „One Girl One Boy” będę wracać późną jesienią, zimą bądź gdy pojawi się gorszy nastrój. Jeśli tylko będzie Ci gorzej, drogi użytkowniku kultury masowej, polecam taką muzykoterapię. W niemalże identycznej muzycznej konwencji utrzymane są dziełka grupy Juvelen. Uśmiech podczas słuchania gwarantowany! W „Slyd” cofamy się do lat 80-tych, klimatu tanich dyskotek i jeszcze tańszego piwa. „Slyd” to kwintesencja elektromiazgi. Mimo, że trochę pachnie kiczem, ja nie uważam, że to źle! Grunt to stale zaskakiwać! Szczęśliwą siódemkę na trackliście zajmuje „Except Death”. Jest to utworek funkowy, z przesłaniem. Mam ochotę zrobić sobie fryzurę afro, założyć spodnie dzwony i pokazywać wszystkim swoje zdolności taneczne na kolorowym parkiecie, pod szklaną kulą dyskotekową. Po tym magicznym szale, mamy zaraz „Careful”.

 

 

 

 

Kojarzycie włoskiego dj’a i producenta muzycznego o imieniu Benny Bennasi? Nie, to nadrobicie muzyczne newsy, a jak tak to za chwilę będziecie wiedzieli co i kogo mam na myśli. Treble będące częścią całego „Careful” są chyba zaczerpnięte rodem z „Hit My Heart”! „Thr!!!er” zamyka „Station (Meet Me At The)” – delikatna, rockowa (!) kompozycja. Słychać tutaj super gitarki, ładną perkusję i zawadiacki wokal.


„!!!” wypracowało sobie rozpoznawalny styl, jego charakterystycznymi elementami są właśnie ciekawe głosy i wesołe wstawki muzyczne. Ta płyta to 100 procent szczęścia!!!

 
 
Annamaria Stawska
 
 
 

 
 
Który język obcy chciałbyś doskonale znać?
 
Naszą witrynę przegląda teraz 52 gości 

 
 
 
© 2009-2014 www.eSpinacz.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.
Pomoc przy aktualizacji serwisu - Coffeewebsite.pl