Wietrzne marzenia
Poniedziałek, 17 czerwca 2013 09:35
To debiut klasyczny, ani dobry, ani zły. „Wietrzne marzenia” Wojciecha Szlęzaka ukazały się kilka tygodni temu nakładem katowickiej oficyny wydawniczej Szara Godzina. Prawdopodobnie nie dostaniecie tej publikacji w całym kraju, a szkoda, bo choć młody autor przysłowiowej „ameryki” nie odkrywa, to pisanie idzie mu całkiem sprawnie.
 

 
Cóż kryje się za tytułem? Coś nie coś powie nam okładka, na której widnieje para (zakochanych?) ludzi, zapatrzonych w szybowce unoszące się w przestworzach. Niecierpliwym polecam też sprawnie napisany, acz nie zdradzający wszystkiego opis z czwartej strony okładki.

No, ale dość żartów, przejdźmy do konkretów. Szlęzak rzuca nam wyzwanie obejmujące nieco ponad dwieście stron. Opowieść o młodym człowieku, który próbując realizować marzenia, co rusz napotyka przeszkody, jakie nieubłagany los, niczym kłody, rzuca mu pod nogi. Przemysław Sikora, tak zwie się nasz bohater, to życiowy przeciętniak. Koleś z pokolenia '89 (plus minut kilka lat), a więc ktoś, w kim, przynajmniej częściowo, widzę swoje odbicie. Momentami dość trafne. Ciekawi mnie też, ile w Przemku Wojciecha. To jednak temat na całkiem inny tekst. Bohater powieści mieszka wraz ze znajomymi w wynajmowanym mieszkaniu. Kilka osób gnieździ się w ciasnej przestrzeni wchodząc sobie w drogę, a równocześnie, nie mogąc się od siebie oderwać. Jest wśród nich kochliwa panienka, karierowicz-nieudacznik (młodsza wersja Ferdynanda Kiepskiego?) oraz nie do końca rozgarnięty student chemii. I same z nimi kłopoty, które młodzian cierpliwie znosi.
 
 

 
Życie Przemka toczy się więc jednostajnym, nudnym tempem. Czasem tylko zdarzy mu się przypomnieć o tym, że ma marzenia inne niż pełny żołądek, albo cisza i spokój w przeludnionym lokum. Nasz bohater chciałby zostać pilotem. Stara się odłożyć na kurs szybowcowy, ale życie co jakiś czas dotkliwie go doświadcza, uniemożliwiając mu zdobycie upragnionego patentu…Próbuje więc i próbuje… Pewnego dnia wyrusza w podróż, chcąc dostać się na zawody lotnicze… Nie wie jeszcze, co spotka go podczas tej pozornie nieskomplikowanej wędrówki… A ja też tego nie zdradzę.

„Wietrzne marzenia”, mimo iż są powieścią o pozytywnym wydźwięku, lekką, łatwą do strawienia, ocierają się też o sprawy, które trudno nazwać błahymi. Szlęzak zabierając nas na przechadzkę po kartach swej powieści (albo lot nad jej kartami) prezentuje nie tylko wachlarz zabawnych sytuacji, ale również słodko-gorzki obraz współczesnej rzeczywistości. Porusza problem jakim jest brak pracy zgodnej z wykształceniem czy sytuację Polaków, którzy szczęścia i niezależności szukają za granicą. Pisze o przyjaźni i poczuciu przynależności.  Oraz o tym, że warto, bez względu na przeciwności losu, iść przed siebie z podniesioną głową. To fajna, sympatyczna powieść. Jak to u debiutantów bywa, pojawiają się zgrzyty stylistyczne i banały fabularne (w kolejnej książce polecam ograniczenie scen z ckliwymi, szczebiocącymi niewiastami!). No i nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że tu już wszystko było. To jednak ma dla mnie znaczenie drugorzędne.

Powieść Wojciecha Szlęzaka dobrze się czyta i już. Nie jest to arcydzieło literatury, nawet popularnej. Ale to książka napisana z pomysłem, sprawnie. I ma w sobie coś takiego, że tych kilka godzin spędzonych na jej lekturze, nie było dla mnie czasem straconym. Liczę więc na to, że i Wy znajdziecie chwilę.

Polecam.




Krzysztof Chmielewski


Tytuł: Wietrzne marzenia
Autor: Wojciech Szlęzak
Stron: 236
Wydawca: Szara Godzina
 
 
Który język obcy chciałbyś doskonale znać?
 
Naszą witrynę przegląda teraz 69 gości 

 
 
 
© 2009-2014 www.eSpinacz.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.
Pomoc przy aktualizacji serwisu - Coffeewebsite.pl