Jak chleb...
Wtorek, 23 listopada 2010 12:15
Na katowickiej Ligocie znajdują się trzy Domy Studenckie Uniwersytetu Śląskiego. Przyjrzymy się ludziom, którzy zdecydowali się zamieszkać w osiedlu akademickim, dowiemy się, jak je oceniają i jak spędzają wolny czas. Czy zła sława akademików jest prawdziwa?
 
.
 

 
 
 
 
 
Księżyc jest niewidoczny zza zasłony chmur. Po gałęziach drzew i chodnikach ślizga się światło latarni. Wieczorem studenci wracają do akademików w niewielkich grupach. Dom Studencki nr 7 przypomina szpital, którego masywne ściany tworzą widzianą z nieba literę „H”. Obok siebie koegzystują biali, żółci i czarni. Rząd jednakowych drzwi po obu stronach korytarzy. Przy klatkach schodowych kolektywne kuchnie, sala telewizyjna i siłownia. W popielniczkach niekiedy papieros tli się jeszcze i struga dymu szybuje ku nigdy niegasnącym lampom. Lokatorzy wystawiają na parapety metalowe puszki lub słoiki, które wypełniają niedopałkami. Długie arterie Domu Studenckiego są puste, ale nie ciche. Gitary, elektroniczne trzaski, fragmenty rozmów i filmowych dialogów są ledwie dosłyszalnych przy zamkniętych drzwiach. Pukanie rozchodzi się echem po korytarzu.
 
 
 
 

Tu się żyje jak na Wschodzie
 
Kuchnia robi wrażenie pośpiesznie opuszczonego pomieszczenia w czarnobylskiej zonie. Jedzenie, naczynia, butelki leżą na stole i szafce w sporym nieładzie. Jakby ktoś je porzucił i nie zdążył po nie wrócić. Życie toczy się bez pośpiechu. Blask ekranu laptopa pada na ludzkie twarze. Rozrzedzony dym tytoniowy zawisł w powietrzu, a widzowie nie są rozmowni. Mebli w pokoju jest niewiele i nie są też zbyt nowe, naprzeciw drzwi powiewa firanka. Film przerywa powrót Zwierza z pracy. Lokatorzy kroją chleb. Jedzą. Zwierzu jest zmęczony i zasypia mimo dźwięków wydawanych przez maszyny. Po filmie, gdy za szybą gasną kolejne światła, mija w Sieci kolejne czterdzieści minut. Jak mieszkańcy oceniają akademiki? – Tu się żyje jak na Wschodzie – wyjaśnia w jednym zdaniu Lech, zapalając papierosa. Nie odpowiada na dalsze pytania, przez cały czas skupiony na monitorze, i żegna się mechanicznie, jakby nieobecny duchem. Jest o wiele ciszej niż cztery godziny wcześniej. Stukot butów odbija się wzdłuż bladych ścian, bo blask żarówek odbiera przedmiotom i ścianom barwy. DS7 przypomina przez chwilę szpital z izolatkami. Noc jest zimna, ciemność przygniatająca. Słychać stukot, kiedy spanikowane dziki umykają przed ludźmi. W mroku, pomiędzy drzewami jaśnieją okna akademików, a w oddali innych bloków, aż za jeziorem i parkiem.
 
 
 
 

Pokój zwierzeń
 
Z Domu Studenckiego nr 7 idzie się do Domu nr 2 zaledwie kilka minut. Osiedle akademickie na katowickiej Ligocie składa się z trzech bloków. DS1 i DS2 to bliźniaki, socrealistyczne płytowce. Identycznego kształtu był DS3, lecz swojego czasu, kilka lat temu, został zamknięty. Podobno Urząd Miasta Katowice miał w nim utworzyć mieszkania komunalne, a tymczasem budynek nie służy nikomu i niczemu. Dla miejskich autobusów Domy Akademickie są ostatnim przystankiem. Przy wejściu do DS2, którego korytarze rozchodzą się w lewo i w prawo od klatki schodowej niczym kończyny pająka, urzęduje samotnie portier.
 
Na najwyższym, czwartym piętrze budynku mieszka Winicjusz. Chętnie odpowiada na pytania, a do życia podchodzi z uśmiechem. Opowiada, jak czuje się mieszkaniec domów studenckich. – Fantastycznie. Studia mam proste, dużo się nie dzieje. Zazwyczaj pijamy trunki niższej klasy, aczkolwiek już nie pije się tanich win, jak za czasów młodości, ale tanie wódki – Absolwent, Starogardzka – śmieje się. – Oprócz picia to atrakcji za dużo nie ma. Ostatnim odkryciem jest ping-pong. Jak na stole nie gram, to mogę sobie poodbijać o ścianę. No bo co tu robić? Nauki mało. Mało jak mało, da się wszystko wykombinować, żeby przejść.
 
 
 
 
 
Czasem można w piłkę nożną pograć, jak się zbierze ekipa – dodaje student psychologii. Deszcz i śnieg uniemożliwiają jednak grę przez długie miesiące. Trzeba je spędzić w osiemnastu metrach kwadratowych przypadających na dwie osoby. – Nie są to apartamenty. Można powiedzieć – malutkie, obskurne pokoje. Są niby nowe meble, ale czuć tą surowość. – Później reflektuje się: – Są pozytywne aspekty. W pokoju, jak się nie mieszka z rodziną, to nie trzeba sprzątać. W tamtym roku, pamiętam, raz wyczyściłem szafkę z kurzu. Co prawda, zebrało się tego parę milimetrów.
Winicjusz zdziera kawałek aluminiowej folii z jogurtu. Wyżywienie nie jest imperatywem wedle niektórych mieszkańców Domu Studenckiego. Jak i inne czynności. – Fajnie, że nie trzeba praktycznie prać. Ubranie biorę do domu. A pościel zmieniam raz na rok. Trzeba wspomnieć o naszej lodówce ekonomicznej, która jest niekonwencjonalnym pomysłem. Trzymam jedzenie na parapecie. W rogu przedsionka ktoś zbudował wysoką i grubą wieżę z pustych puszek po piwie. Na ściennej półce lśnią niczym puchary szklane butelki, ale Winicjusz zbywa zwrócenie na nie uwagi lekceważącym ruchem dłoni. Student przygotowuje się do drogi. Do podróży. Myje zęby. Zakłada buty i kurtkę oraz sprawdza, czy pieniądze, telefon, wszystko jest na miejscu. Klucz chrzęści w zamku. Pod drzwiami worki ze śmieciami, a niedopałki po papierosach na ziemi. Jak mieszkańcy oceniają akademiki? - Jak budzimy się rano, szczury podgryzają nam buty.
 
 
 
 

Forum
 
Za bryłami Domów Akademickich pną się ku niebu drzewa. Na tle pni rysuje się w półmroku kamienny amfiteatr. Dwie drogi wzbijają się na szczyt widowni i opadają z przeciwnej strony między sektorami połamanych, plastikowych ławek, bowiem świetność tego miejsca należy do przeszłości. Ze szczytu człowiek ma dobry widok na okolicę. Widać, jak kilku studentów wychodzi z DS2 i pośpiesznie schodzi w dół asfaltowej drogi. Za parkiem znajduje się pub „Okrąglak”. Zza przezroczystych ścian dobiega gwar rozmów zmieszany z muzyką. Ogień trzaska w kominku, a ciepło promieniuje wokół. Stoliki, ławy, kanapy. Bywalcy dyskutują o wszystkim, gdy nagle jeden z nich, student ochrony środowiska, sięga po telefon: – Czemu matka do mnie zawsze dzwoni, gdy siedzę w knajpie? Dwa dni nie piłem, to nie dzwoniła. – Postanawia odłożyć rozmowę na później. Konwersacja z czasem dryfuje w dziedzinę wspomnień. Dwóch miłośników wiedzy zastanawia się: – Pamiętasz Juwenalia? Oboje byliśmy niedopici. Goście z pierwszego roku się bawią. Mówię, przebijemy ich. Biorę gaśnicę, chcę przez balkon wyrzucić. Patrzę, a ty bierzesz drzwi od kuchni. Odstawiłem gaśnicę. – Obaj kiwają głową z uznaniem.
 
Do towarzystwa dosiada się nowy kolega. Po wymianie zwyczajowych uprzejmości mieszkaniec DS-u nakreśla swój ostatni problem: – Schodzę  po żarówkę. Dla samego luksusu okąpania się na moim piętrze. A babka mi mówi, że wczoraj pokopało gościa i nie będzie światła. Studenci pocieszają kolegę, po czym atmosfera dyskusji gęstnieje. Padają obietnice i groźby, o których zapomni się przed świtem. Zwierzu, zamiast odpowiedzieć, jak mieszkańcy oceniają akademiki, podsumowuje całą sytuację myślą: – Wszyscy się nienawidzimy. Wszyscy się żrą o kasę.
 
 
 
 

Cichnie muzyka na korytarzu, a trzy minuty później w drzwiach pokoju pojawia się Winicjusz. Narzeka, iż nie pożegnał się ze znajomymi, ale nie miał już na to sił. Jego ruchy są nieporadne, dziecinne. Jeśli Domy Studenckie wydają się miejscem niegościnnym, przecież nie przywiązywałyby do siebie ludzi. Winicjusz twierdzi, że kocha DS-y, Zwierzu mieszka w nich od dekady, Żyd nazywa jedynym domem, natomiast Aga uważa, że studia to najszczęśliwszy okres w jej życiu. Studentka psychologii wzrusza ramionami i wyjaśnia krótko dlaczego: – Akademik jest dobry jak chleb. Dlaczego? – Bo lubią go fajni ludzie i jest tani.
 
 
Krzysztof Rygalik

 
 
Który język obcy chciałbyś doskonale znać?
 
Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości 

 
 
 
© 2009-2014 www.eSpinacz.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.
Pomoc przy aktualizacji serwisu - Coffeewebsite.pl