Jurassic Park
Niedziela, 07 października 2012 11:05
Słoneczne letnie popołudnie. Spaceruję krakowskimi Plantami. Collegium Novum, Matka Karmicielka. Wyda na świat jeszcze wielu magistrów, przyszłość narodu, aby odnowili oblicze tej ziemi.  [Tekst nagrodzony w konkursie MYŚLENIE NIEKONTROLOWANE]
 

 

 

Zasępiony Mikołaj Kopernik przygląda się setkom szybkich nóg i modli się, żeby ktoś w końcu zdjął tego gołębia z jego głowy. Zastanawia się, czy aby nie poświęcił zbyt dużo uwagi tej planecie. Jakaś wystawa ze zdjęciami papieża Polaka. Tydzień wcześniej, kilkaset metrów dalej, na tychże Plantach, 25-letni chłopak o godzinie 16.00 pobił na śmierć emeryta, wzbogacając się w ten sposób o 30 złotych i łańcuszek. Musiało dojść do jakiegoś nieporozumienia na linii pokolenie JP2 – pokolenie uprzednie. Kolejne kilkaset metrów dalej, na drzewie zdjęcie zaginionego chłopaka, ostatni raz widzianego w tym miejscu. Niebieskie oczy, niebieska kurtka, plecak. Tak zostanie zapamiętany.

Planty, „płuca Krakowa”. Ciekawe, co stanowi resztę narządów grodu królewskiego? Gdzie jest wątroba (ul. Floriańska?), nos (dworzec główny?), ślepa kiszka (hotel Forum?), oczy, zadek, mózg? Mózgu nie ma, skoro ktoś w ogóle bierze pod uwagę zabudowę Zakrzówka, (dla mnie) cicho bijącego serca Krakowa. Ale dla uczonych w pieniądzu rządzących tym miastem liczy się zysk, doraźny, tu i teraz, byle załatać parę dziur – lecz koniecznie załatać nie za dobrze, bo przecie opłaca się łatać je znowu i znowu. Fakt, że to położone kwadrans od ścisłego centrum miejsce, stanowiące zapierający dech w piersiach ewenement na skalę europejską, posiada kolosalną wartość niematerialną, którą mógłby służyć przez dekady kolejnym pokoleniom – nie ma w ogóle znaczenia. Znaczenie ma kasa, budżet zgrabnie się zamknie, kadencja na plus. Sprzedać wszystko! Na Błoniach mógłby stanąć taki ładny hipermarket, przy Sukiennicach multipleks, a Kościół Mariacki to miejsce na stację telewizyjną jak znalazł.

Zapada zmierzch. W sklepie nocnym słyszę kombinację słów „kur**”, „pierd****” i „jeb**”, o której wcześniej mi się nawet nie śniło. James Joyce pisząc „Ulissesa”, gruntownie poznał tzw. język knajpiany, traktuję to zatem jako inwestycję kulturową. Przy wyjściu ktoś chce zapalić mojego papierosa, kupić wino za moje pieniądze. To miłe, takie zainteresowanie moją osobą; czuję więź ze światem, ktoś mnie potrzebuje.

Wchodzę w ul. Jaskiniowców (dawniej ul. Szewska). Kilku samców walczy o samice odziane tylko w listki figowe. Grupa rosłych myśliwych zrywa z drzewa kiść kebabów, jedzą obszernie, trochę się brudzą; smakuje im, nasze narodowe danie. Pod Jaskiniowców 5 podobno mieściła się kiedyś siedziba jakiejś gazety, teraz jest bar ze striptizem. Nie trzeba czytać gazet, żeby docenić dobry striptiz. Dostaję ulotkę do klubu, gdzie podobno odbywa się cudowny dansing. Co ciekawe, grają muzykę jungle oraz bęben i bas. Dwa piwa za 10 zł, wściekły pies gratis; czuję, że los się dziś do mnie uśmiecha. U wejścia do jaskini czeka jednak pan, który dokonuje selekcji gości w oparciu o platońską teorię piękna; niestety nieodpowiedni kolor podeszwy mojego buta dyskwalifikuje mnie w tym obszarze. Podchodzę do grupek rówieśników, trochę podsłuchuję rozmowy. Okazuje się, że istnieją trzy wiodące tematy: pakowanie („no stanęła mi masa i nie mogę ruszyć, no nie wiem, kurwa, stary co się dzieje, 112 kilo i koniec, zablokowałem się”, „musisz zwiększyć obciążenie, no nie ma bata, spróbuj treningu progresowego. Beton go stosuje od trzech miechów i widzisz jak go rozjebało”), napierdalanie („no to wołam do chłopaków: chłopaki, jedziemy ich!, no i zapierdoliliśmy tych cwelów”), i ruchanie („ruchałbym, no kurwa, proste!”). Próbuję włączyć się do rozmowy, ale wszystkie teksty kultury, które poznałem na studiach okazują się nieprzydatne; o dupę rozbić tę sztukę miłości Fromma.

Kraków, „epicentrum kultury”? Raczej „Karków”, epicentrum przemocy, wrogości, głupoty, powierzchowności i wielopoziomowej degradacji, a także kiepskiego zarządzania, podług ulubionej zasady: „jakoś to będzie”. Bomby wybuchają, samochody płoną, troglodyci biegają z maczetami. Ewolucja zaczyna się cofać. Witajcie w Parku Jurajskim.

P.S. Powyższy tekst jest oczywiście uogólnieniem, którego nie da się uniknąć. Jest też jednak reakcją biorącą się ze złości, bezradności i niezgody na przerażające wydarzenia, które miały i mają miejsce w Krakowie, a która to reakcja wynika z sympatii i troski o to drogie autorowi miasto. Choć tekst skupia się na Krakowie, problemy w nim poruszane dotyczą również wielu innych miejsc w Polsce.


Tomasz Klimala

TOMASZ KLIMALA został wyróżniony w konkursie MYŚLENIE NIEKONTROLOWANE 2012 w kategorii "Społeczeństwo" za tekst "Jurassic Park" - za umiejętność wsłuchania się w prawdziwy głos społeczności
 
 
Który język obcy chciałbyś doskonale znać?
 
Naszą witrynę przegląda teraz 114 gości 

 
 
 
© 2009-2014 www.eSpinacz.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.
Pomoc przy aktualizacji serwisu - Coffeewebsite.pl